esy floresy fantasmagorie
Kategorie: Wszystkie | IMAGINACIÓN | REALIDAD
RSS
czwartek, 12 stycznia 2012

"Książki były moimi najlepszymi przyjaciółkami od dnia, w którym nauczyłam się czytać i pisać. one mnie ocaliły. byłam tak introwertycznym dzieckiem, że rozmawiałam z kredkami i przepraszałam przedmioty, które potrącałam"

E. Safak

 

Cholerny rok. Przestępny. Przekroczony próg, który o mało co nie skazał mnie na kalectwo. Niby nic się nie dzieje, wszystko płynie znanym nurtem, ociera się o schemat, z małymi wybojami a wszędzie po cichu ulega degradacji. Niszczeje, psuje się podstępnie od środka, widać tylko pyłek jak po kołatkach, który wycieram opuszkami palców wmawiając sobie że wszystko będzie dobrze.

Kręgosłup teoretycznie bez zmian, wykluczam po kolei organiczne przyczyny bólu, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować, chodzę od drzwi do drzwi, od jednego specjalisty do drugiego, kiedy powinnam leżeć i sufitować. Jeśli nadal wyniki będą tabelkowe, zostaje neurolog, a tego się obawiam, strasznie. Przeraża mnie świadomość, że mogę tracić kontrolę. Robić coś wbrew sobie.

Nie zrezygnuję z tańca.

W pracy gorzej niż przed Świętami, ludzie jeszcze bardziej dosadni, pachnący dulszczyzną z daleka. Nie potrafiący czytać, idący w zaparte nawet jeśli nie mają racji. A. zabiera mi telefon bo tracę cierpliwość a kiedyś magiczny przycisk może nie zadziałać.

I. opuszcza miasto. Oby zawiasy, na których trzyma się nasza przyjaźń nigdy nie pokryły się rdzą . I pamiętaj że istnieje coś takiego jak telefon, albo magia listowego papieru :)

Śpiewam od kilku dni

22:51, mrsantares
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 grudnia 2011

a sorta fairytele
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że zabija rany - przysięgam wam!
Tylko dajcie mu czas, dajcie czasowi czas
One day one day
All I've seen will come true
'cause night and day
I'm in love with you
Long ago, Far away...
In the mist of yesterday
break this bittersweet spell on me
6.58 are you sure where my spark is...
wszystkie cnoty miłe Bogu
stoję w oknie długo w noc
And the days go by....
like a strand in the wind
In the web that is my own...
I begin again
Comandante

Maybe i'm just the horizon you run to when she has left you
There you are, here in my head and
Running around and calling me
y en el mundo voy sembrando
rosas en vez de dolor
that is not my Blood on the bedroom floor
i play dead

nieprzysiadalność

It's not always rainbows and butterflies
It's compromise that moves us along
My heart is full and my door's always open
You come anytime you want
I can see tomorrow
I can see the world to come
I can see tomorrow
Hear the pandemonium

jak przypodobasz się
czym żarłoczną jaskinię wypełnisz
czyj napniesz nocą łuk
czyją strzałę w jej centrum umieścisz

you set my heart on fire..

You can get addicted to a certain kind of sadness
Like resignation to the end
Always the end

Do you love me? Like I love you?

za rasp.

cholernie smutno się kończy...

13:40, mrsantares
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2011

Odkryć na nowo magię tych Świąt, otulić się miłością jak puchową kołderką i zdrowieć, zdrowieć, zdrowieć....

08:06, mrsantares
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2011

Czołgam się po podłodze ze zmęczenia. Zmasakrowałam się doszczętnie, bezapelacyjnie i do samego końca. Mam wrażenie chodzenia po rozżarzonych węglach. Nie jest to miłe. Fandango gorsze od siłowni. Albo ja taka słaba. Plecy bez zmian, bolą jak diabli. Chodniki dopełniły reszty. Maya i jej czarny, wisielczy humor na zajęciach, pewne elementy do końca będą kojarzyły się makabrycznie. Co notabene wskazane.

Dzisiejszy dzień, ta rocznica, takie naciski, wspomnienia, marsze, ten cierpiętniczy pseudopatriotyzm ludzi wcześniej podkulających ogon już od wczoraj, bombardowanie z każdej strony, że naprawdę spodziewałam się czołgów na ulicach z rana jak szłam do pracy.

Czytam coraz szybciej, kryminałów nie dzierżę bo mało który mnie zaskakuje.

"Malina" Ingeborg Bachmann - ciężko ale to moja książka roku.

Praca, nadgodziny za free, barykady z książek i wqrw maksymalny. Klient jest absolutnie niereformowalny. O młodzieży tzw. nie wspominając, i młodych pieskach z kancelarii. Żal, naprawdę żal i cholerna tęsknota za podchodami czy palantem. Szkoda słów.

Muzycznie - coś co kocham dozgonnie.

23:36, mrsantares
Link Komentarze (1) »
środa, 23 listopada 2011

Szał włóczkowy. Z. ma teraz bardzo dużo czasu i szaleństwo nas ogarnęło. Siedzimy jak dwie babunie, w kocykach, ogromne kubki herbaty obok, z kolorową włóczką - Himalaya Padisah - boska, z kotami na kolanach - akurat dwa -idealnie, i dziergamy, dziergamy

Nadal znoszę kilogramy książek do domu, w piątek przytargam niechciane na kolejną odsłonę Czytelniska, a wbrew pozorom nawet te nietrafione, nudne książki trzeba mi wydzierać z pazurów siłą.

Jutro dzień sądu, Z. nie może się skupić, ja wierzę w dobre anioły - dla niej.

Bardzo niemiła i nieposkładana do końca farmaceutka - "taki krem do dla kogoś, kto ma zmarszczki a u Pani ich nie widzę, nie kierować się wiekiem. I plus 10 do dobrego samopoczucia.

Światło dnia widzę tylko przez szybę, idę do pracy w ciemności i w niej wracam. Zaczynam spać w dzień, a w nocy nie mogę. Kawę ograniczam, zastępując ją czekoladą z chilli. I spacery, bez względu na pogodę. Zawsze znajdzie sie pretekst, by wyjść.

Lodowisko w środę, mam nadzieję.

Z. traktuje ciało jak seksualny poligon a ja nigdy nie zdradzam. Psychicznie.


21:03, mrsantares
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 listopada 2011

Kilka godzin temu ryczałam w ramionach czarnoskórego stażysty w Wylęgarni. Jedna z rodzinnych opowieści przy kawie. Zima, ostry mróz, czwartek, jak dziś, Dies Jovis, dzień Thora, rok i znak - oba jadowite.

Cieszę się jak diabli, że nie wyglądam na swój wiek.

I tak sobie siedzę, z czerwonym winem i wspominam koncerty - wehikuł czasu to byłby cud.

Doktor Frankenstein w pracy, wystarczy zobaczyć, co robię mojej drukarce

22:32, mrsantares
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 listopada 2011

za  tola.soup.io

08:49, mrsantares
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 października 2011

Słowa staniały. Rozmnożyły się, a straciły na wartości. Są wszędzie. Jest ich za dużo. Mrowią się, kłębią, dręczą jak chmary natarczywych much. Ogłuszają. Tęsknimy więc za ciszą. Za milczeniem. Za wędrówką przez pola. Przez łąki. Przez las, który szumi, ale nie ględzi, nie plecie, nie tokuje. 

R. Kapuściński

Nic dodać, nic ująć.

Nabieram wody, sekret kłuje, zniechęcenie dopada szybciej niż sądziłam.

Wszystko, co ruszę nudzi, ludzie nudzą, muzyka smęci a swiat w książkach wydaje się taki , hmm ... nudny?

Drukarka w pracy poczuła zbliżające się święto i drukuje czarne szlaki na fakturach.

Ciężko znoszę ten czas.

19:26, mrsantares
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 października 2011

Skuszona latte z lodami, porwana spod kamienicy, ogladałam niesamowity popis dwójki aktorów, P. i Z.

Obawiam się lodowiska, naprawdę. Tego, co tam zajść może. Albo poprostu martwię się na zapas.

Cudowna knajpka odkryta niedaleko dawnego mieszkania żony, intryguje, uspokaja i można sobie wydziergać czapeczkę.

K., która pasją i ogniem zaraża wszystkich naokoło, zadbała nie tylko o ból mięśni ale ucztę duchową, dorzucając kilka utworów do mojej wewnętrznej szafy grającej - uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam.

D. zaliczył maraton, Z. dumna jak cholera, S. wqrwiony bo ma zakaz biegania, szef miał niezły czas. Szacunek.

Pragnę odpoczynku, odespania tych wszystkich miejsc, które męczą mnie cały czas, a to dopiero poniedziałek.

21:32, mrsantares
Link Komentarze (2) »
sobota, 15 października 2011

Prześladuje mnie ta piosenka. Dosłownie. Nawet we śnie mam wrażenie, że robi za drugie tło.

Uległam pokusie jak Ewa, mam dwa jabłka. Wąż nie był za atrakcyjny, ale głosem wiódł ku zdrowemu :)

K. pozwalam się miażdzyć, wręcz wyczołguję się z warsztatów, ale tak lubię. Mam poczucie, że dałam z siebie wszystko. I nieważne, że płace za to spory haracz, raz się żyje, jak mówią. Pochwalona za ruch łapek, stepy za słabo. Obroty w lewo zdecydowanie gorsze. Wino wypite wieczorem zdecydowanie poprawia koordynację. Sprawdzone.

Nowa spódnica, bo albo schudłam, albo się rozciągnęła. Ale teraz tylko z Hiszpanii, u pani T. raczej nie kupię. Nie po tym, jak zobaczyłam baty. Koszmar na jawie.

Cafe Szpilka, wymiana książek, wniosłam 10, wyniosłam 6, coś niesamowitego. Fajnie zobaczyć adresatki blogów, które się namiętnie czyta.

Dwugodzinny spacer po tym wszystkim, wyłączona maksymalnie, reagująca tylko na zmiany świateł.

W ulubionej kafejce brak miejsc, a chodzi za mną miodowa herbata z kwiatami hibiskusa.

Moi chyba chodzą w dzień kanałami, bo w ogóle nie czuję grozy :)

Wrażenie mówienia przez sen, gdzie śnią mi się pielgrzymki, woda i odwieczne wspinanie, o tym czego nie mogę mówić jawnie, jest ciężkim przeżyciem. Jak siedzący na klatce dusioł.


22:59, mrsantares
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31